Saturday, August 19, 2006

Zegnaj Damaszku

Pisze rzadziej bo jestem w trasie po Syrii.

W srode rano napisalem i wyslalem pierwsza serie kartek pocztowych, po czym wsiadlem w serveezee i ruszylem do An-Nabk, miasteczka polozonego najblizej klasztoru Mar Musa.

Zlapalem sentyment jak cholera; nie przepadam za pozegnaniami.. Poranna atmosfera na Bab Toumie, koscielne kadzidla zapalone przy ulicznych, zakratowanych chrystusach i matkach boskich, to wszystko jakos mi przypomnialo Polske -- teskno mi do was ;"-)

Cale zycie to pasmo poznawania, przyzwyczajania sie i zegnania...
Mar Mousa to klasztor polozony na kompletnym pustkowiu posrod gor. Do klasztoru trzeba sie wspiac po 400 metrowych schodach pod gorke, na koncu ktorych przyjmuje Cie serdecznie ekipa zamieszkujaca to miejsce - troche mnichow i siostr i troche ludzi ktorzy spedzaja tam dluzszy lub krotszy czas. Kompletnie za darmo mozna dostac tam jedzenie i spanie; oczywiscie bedac zaproszonym do wspolnego przygotowywania posilkow, sprzatania etc; brania udzialu w zyciu tej specyficznej wspolnoty.

Wieczorem medytacja i msza w stylu pierwszych chrzescijan, nie jakas tam masowka jak w polsce; wszyscy siedza na dywanach w kole (jak w meczecie), jest miejsce na dyskusje, jesli jest ona potrzebna, naprawde dzielenie sie chlebem i winem (a mial byc dzien bez picia).

Mistyczne przezycia. Wdrapalem sie tez na szczyt gory z para ze Szwajcarii. Widoki fantastyczne, no i nie skrecilem kostki mimo sandalow :P

No comments: