Aleppo nie podeszlo mi zbyt bardzo -- to wlasciwie jeden wielki bazar. Zabudowa bardziej europejska, wrecz mozna by skojarzyc ja z wloska. Duzo jest biedakow, brudnych, biednych dzieci, warsztatow (szczegolnie wokol hotelu gdzie spalismy, nie mozna znalezc bulki na sniadanie ale mozna kupic opone kazdego kalibru).
Cytadela fantastyczna, stary bazar raczej bez rewelacji. Mistrzowska natomiast jest bazylika Szymona Slupnika do ktorej wybralismy sie rano dnia wczorajszego, na polnocy od Aleppo.

Nastepnie wesoly epizod zlapania tira na stopa (kierowca byl niesamowity! Kupil nam chrupki i batoniki, chcial nam na takse dawac zebysmy mogli dojechac na plaze w miescie, zapraszal do siebie na obiad. Co za gosc.) i kapiel w morzu o 16.
Potem oczywiscie impreza :P i kapiel w nocnej zatoce (spokojnie, tam jest plytko i pilnowalismy zeby sie nikt nie utopil). Przezycia super, powrot masakryczny (dogorywanie w busie).
Impra pewnie juz jedna z ostatnich, poniewaz na dniach biore plecak i jade zwiedzic Syrie, z planem zeby dostac sie stopem do Stanbulu i przebic sie promem na Ukraine. Jak wyjdzie, zobaczymy.
P.S. Dzis mnie moze kolezanki ostrzyga, jak sie skoluje nozyczki :P

No comments:
Post a Comment