Arek jednak nie jedzie z nami do Polski,bo ma bilet samolotowy i jest klopot z rezygnacja z niego (no i 70 kg bagazu trzeba by wyslac poczta). Byc moze udezy chociaz do Stambulu.
Szkic planu powrotu:
wyjazd z Syrii ok 4.09, moze wczesniej.
uderzamy pewnie do Mersil nad morzem, nastepnie do kapadocji i stambul.
Wszystko ok 5-6 dni.
W stambule bierzemy bus do odessy i tam zostajemy pewnie na mala impreze, potem Lwow i do polski, do Rzeszowa na impreze z Grzesiem i Dagmara :D
p.s. kupilem flage :)
Tuesday, August 29, 2006
Monday, August 28, 2006
Sprostowanie, heh
Swego czasu napisalem co nastepuje:
Hermetyczna grupa arabistow z UW okazala sie malo pomocna. Sa bardzo mili itp, jak spytalem czy moge z nimi pojechac to tak jasne, ale znow wybieraja sie gdzies (tym razem do Hamy na 3 dni) i slowa nie pisneli. Coz, na sile nie bede sie wpychal, zachowanie ocencie sami.
te slowa (slowa, slowa, slowa) oburzyly ww. osoby.
Ze wzgledu na publiczny charakter tej strony, obwieszczam wszystkim ze grupa ta jest grupa milych i przyjaznych ludzi, choc jak kazda paczka znajomych ma swoje hermetyczne dowcipy, tajne spojrzenia etc. Reszta dot. otrzymywania sprzecznych sygnalow, za ktorymi chyba nikt nie przepada -- ja naprawde nie boje sie uslyszec nie.
Czy wyrazilem sie jasno? :)
Jako argument pomocniczy zaznaczam, ze jestem :) zjebem :), wiec delikatny dystans konieczny.
Polecam tez wiecej koncentracji na czynach, mniej na slowach.
Teraz czas na reklame, nastepnie przeglad sportowy i dobranocka :P
Hermetyczna grupa arabistow z UW okazala sie malo pomocna. Sa bardzo mili itp, jak spytalem czy moge z nimi pojechac to tak jasne, ale znow wybieraja sie gdzies (tym razem do Hamy na 3 dni) i slowa nie pisneli. Coz, na sile nie bede sie wpychal, zachowanie ocencie sami.
te slowa (slowa, slowa, slowa) oburzyly ww. osoby.
Ze wzgledu na publiczny charakter tej strony, obwieszczam wszystkim ze grupa ta jest grupa milych i przyjaznych ludzi, choc jak kazda paczka znajomych ma swoje hermetyczne dowcipy, tajne spojrzenia etc. Reszta dot. otrzymywania sprzecznych sygnalow, za ktorymi chyba nikt nie przepada -- ja naprawde nie boje sie uslyszec nie.
Czy wyrazilem sie jasno? :)
Jako argument pomocniczy zaznaczam, ze jestem :) zjebem :), wiec delikatny dystans konieczny.
Polecam tez wiecej koncentracji na czynach, mniej na slowach.
Teraz czas na reklame, nastepnie przeglad sportowy i dobranocka :P
Sunday, August 27, 2006
I znow Damaszek
Kochani i reszto,
Dzis przytluklem sie po petelce bliskowschodniej prosto z Bejrutu.
Wrocilem do Damaszku i bez dwoch zdan jest to, z tych ktore widzialem, najfajniejsze miasto bliskiego wschodu.
W skrocie trasa -- Z Hamy wyruszylem z pechem, zakupione wieczorem sniadanie zdazylo sie zepsuc do rana, zostalem okradziony w sklepie na 150 smieciuchow (3$), musialem przetluc sie pol godzini w kucki z plecakiem przez Homs. Ale oplacilo sie, juz o 11 zasuwalem po ruinach w Palmyrze. Tam spotkalem najbrzydsza kobiete na swiecie (szkielet slowaczki) i 5 polakow. Ze szkieletem przejechalem sie az do Dura Europos, nie tak znowu daleko Iraku, skad przejechalismy do Raqqi i hardcore'owo spalismy na placu pod budowe nad Eufratem. Nastepny dzien -- przysypane piachem miasto Rasafa, gdzies z 2 wieku. Tam -- oczywiscie -- spotykamy wycieczke z Polski. Zabieraja nas tam, gdzie chcielismy dojechac stopem a pewnie nigdy bysmy tak nie dojechali -- pod zamek Jabbar, wystajacy z ogromnego jeziora Al-assad (od nazwiska prezydenta, ktory postanowil radosnie zalac kawal swojego kraju stawiajac tame na Eufracie). Tam cudowna kapiel i niezbyt wygodny nocleg na skalach smaganych wiatrem i falami (na ladzie skorpiony, na skalach tylko mrowki).
Potem Aleppo, Tartus i do Libanu.
Tripolis jest sliczny. Zwiedzajac go spotykam wielkiego podroznika, Ian'a Scotta, 70+ krajow, 2 zony, mnostwo orientalnych kochanek. 53 lata. Swietny gosc. Kandydat na idola dla drecha. Piwko w Byblos i nastepnego dnia cedry. Nastepnie ruszam do Bejrutu objazdami. Miasto wyludnione, surrealistyczne, chaotyczna architektura, prawie schizofreniczna. Warszawa podniesiona do jakiejs absurdalnej potegi + palmy gratis.
Okorpne
Po nocy w obskurnym pensionacie (prawie kompletnie pustym) ruszam do Beidettine, obejrzec palac ostaniego Emira. Jestem pierwszym turysta od wojny, i jako taki zostaje oprowadzony za friko przez podstarzalego, libanskiego pedalskiego przewodniga. Potem stop przez gory az do autostrady, Zahle, ktore takze wyglada jak miasto duchow (niedziela, a to chrzescijanie, i.. wszyscy gdzies wyjechali?) i Damaszek. Szawarma i Airan na obiad i jestem w domu.
Jest tez nowy plan powrotu, dosc sensowny. Siedze do niedzieli w Damaszku i ruszamy we trzech Kapadocja-Stambul-Odessa-Wilno-Rzeszow. Bedzie dobrze :D
Dzis przytluklem sie po petelce bliskowschodniej prosto z Bejrutu.
Wrocilem do Damaszku i bez dwoch zdan jest to, z tych ktore widzialem, najfajniejsze miasto bliskiego wschodu.
W skrocie trasa -- Z Hamy wyruszylem z pechem, zakupione wieczorem sniadanie zdazylo sie zepsuc do rana, zostalem okradziony w sklepie na 150 smieciuchow (3$), musialem przetluc sie pol godzini w kucki z plecakiem przez Homs. Ale oplacilo sie, juz o 11 zasuwalem po ruinach w Palmyrze. Tam spotkalem najbrzydsza kobiete na swiecie (szkielet slowaczki) i 5 polakow. Ze szkieletem przejechalem sie az do Dura Europos, nie tak znowu daleko Iraku, skad przejechalismy do Raqqi i hardcore'owo spalismy na placu pod budowe nad Eufratem. Nastepny dzien -- przysypane piachem miasto Rasafa, gdzies z 2 wieku. Tam -- oczywiscie -- spotykamy wycieczke z Polski. Zabieraja nas tam, gdzie chcielismy dojechac stopem a pewnie nigdy bysmy tak nie dojechali -- pod zamek Jabbar, wystajacy z ogromnego jeziora Al-assad (od nazwiska prezydenta, ktory postanowil radosnie zalac kawal swojego kraju stawiajac tame na Eufracie). Tam cudowna kapiel i niezbyt wygodny nocleg na skalach smaganych wiatrem i falami (na ladzie skorpiony, na skalach tylko mrowki).
Potem Aleppo, Tartus i do Libanu.
Tripolis jest sliczny. Zwiedzajac go spotykam wielkiego podroznika, Ian'a Scotta, 70+ krajow, 2 zony, mnostwo orientalnych kochanek. 53 lata. Swietny gosc. Kandydat na idola dla drecha. Piwko w Byblos i nastepnego dnia cedry. Nastepnie ruszam do Bejrutu objazdami. Miasto wyludnione, surrealistyczne, chaotyczna architektura, prawie schizofreniczna. Warszawa podniesiona do jakiejs absurdalnej potegi + palmy gratis.
Okorpne
Po nocy w obskurnym pensionacie (prawie kompletnie pustym) ruszam do Beidettine, obejrzec palac ostaniego Emira. Jestem pierwszym turysta od wojny, i jako taki zostaje oprowadzony za friko przez podstarzalego, libanskiego pedalskiego przewodniga. Potem stop przez gory az do autostrady, Zahle, ktore takze wyglada jak miasto duchow (niedziela, a to chrzescijanie, i.. wszyscy gdzies wyjechali?) i Damaszek. Szawarma i Airan na obiad i jestem w domu.
Jest tez nowy plan powrotu, dosc sensowny. Siedze do niedzieli w Damaszku i ruszamy we trzech Kapadocja-Stambul-Odessa-Wilno-Rzeszow. Bedzie dobrze :D
Saturday, August 19, 2006
Hama
W Hamie glowna atrakcja sa wielkie norie ktore napedzane pradem rzeki podnosza wode na poziom kilkupietrowego budynku.

Z Hamy zrobilem srednio ciekawa wycieczke do Afamii, w ktorej sa rzymskie ruiny..tj. kamienie kamienie kolumny kolumny. I tak przez 2 km. Dzien uratowalo zaproszenie mnie i pary irlandczykow z ktora bylem do domu Syryjczyka i pojenie nas kawa i tuczenie winogronami, a potem podwozka motorem 5km do sasiedniego miasta (na mikrobus, zaznaczam ze byla nas trojka + kierowca :)
Duzo lepiej bylo dzis.
Wybralem sie najpierw do martwych miast -- dwoma serveesami i podwozka motorem znalazlem sie na kompletnym zadupiu -- wzgorza, kamienie, rachityczne drzewka, nic wiecej. No i ruiny miasteczek z czasow bizantyjskich. Gosc wysadzil mnie przed pierwszym z nich, a do glownego (najbardziej znanego) mialem dojsc 0.5km. No i szedlem. szedlem, cieszac sie tegim syryjskim poludniowym sloncem :) Szedlem tak chyba z godzine, to musialo byc arabskie 0.5km... Nie spotkalem po drodze zywego ducha.
Na miejscu obzarlem sie fig, zerknalem na miasto i wrocilem kawalek busikiem wycieczki z holandii. Potem dwa stopy, taksa ludzi wracajacych z hotelu w ktorym spie (niezly przypadek trafic na nich lapiac stopa) Jeszcze dwa stopy i bylem juz nad rzeka Orontes kolo dwoch podobnych norii, z tym ze na wsi. Tam gadki z mlodymi syryjczykami o babach i mala kapiel w brudnej wodzie :E i powrot do Hamy.
Tu kolejna niespodzianka - niebo bylo zasnute burzowymi chmurami, ktore jednak do miasta nie dotarly. Purpura na niebie i pioruny to i tak rzecz ktora wprawila mnie w genialny nastroj :)
No i oczywiscie zrobilem pranie, mam nadzieje ze wyschnie przed jutrzejszym transportem do Palmyry.

Z Hamy zrobilem srednio ciekawa wycieczke do Afamii, w ktorej sa rzymskie ruiny..tj. kamienie kamienie kolumny kolumny. I tak przez 2 km. Dzien uratowalo zaproszenie mnie i pary irlandczykow z ktora bylem do domu Syryjczyka i pojenie nas kawa i tuczenie winogronami, a potem podwozka motorem 5km do sasiedniego miasta (na mikrobus, zaznaczam ze byla nas trojka + kierowca :)
Duzo lepiej bylo dzis.
Wybralem sie najpierw do martwych miast -- dwoma serveesami i podwozka motorem znalazlem sie na kompletnym zadupiu -- wzgorza, kamienie, rachityczne drzewka, nic wiecej. No i ruiny miasteczek z czasow bizantyjskich. Gosc wysadzil mnie przed pierwszym z nich, a do glownego (najbardziej znanego) mialem dojsc 0.5km. No i szedlem. szedlem, cieszac sie tegim syryjskim poludniowym sloncem :) Szedlem tak chyba z godzine, to musialo byc arabskie 0.5km... Nie spotkalem po drodze zywego ducha.
Na miejscu obzarlem sie fig, zerknalem na miasto i wrocilem kawalek busikiem wycieczki z holandii. Potem dwa stopy, taksa ludzi wracajacych z hotelu w ktorym spie (niezly przypadek trafic na nich lapiac stopa) Jeszcze dwa stopy i bylem juz nad rzeka Orontes kolo dwoch podobnych norii, z tym ze na wsi. Tam gadki z mlodymi syryjczykami o babach i mala kapiel w brudnej wodzie :E i powrot do Hamy.
Tu kolejna niespodzianka - niebo bylo zasnute burzowymi chmurami, ktore jednak do miasta nie dotarly. Purpura na niebie i pioruny to i tak rzecz ktora wprawila mnie w genialny nastroj :)
No i oczywiscie zrobilem pranie, mam nadzieje ze wyschnie przed jutrzejszym transportem do Palmyry.
Czwartek - Zamek i muzulmanki jak z bajki.
W czwartek ruszylem o 6 rano (byla podwozka o tej porze) do zamku krak des chevaliers. Jak z filmu:

Nastepnie przetluklem sie mikrobusami przez okoliczne wioski aby dotrzec do opisanej wspaniale w przewodniku kupy kamieni :P
Podroz nie byla do konca nic nie warta, bo okoliczne wioski sa zamieszkane przez Alawitow (http://pl.wikipedia.org/wiki/Alawici_(wyznanie) )-- kobiety z tej sekty muzulmanskiej ubieraja sie jak europejki i generalnie wyznaja dosc liberalne zasady. Coz moge powiedziec :) nic dziwnego, ze faceci staraja sie te kobity pozaslaniac.
Spanko w Hamie

Nastepnie przetluklem sie mikrobusami przez okoliczne wioski aby dotrzec do opisanej wspaniale w przewodniku kupy kamieni :P
Podroz nie byla do konca nic nie warta, bo okoliczne wioski sa zamieszkane przez Alawitow (http://pl.wikipedia.org/wiki/Alawici_(wyznanie) )-- kobiety z tej sekty muzulmanskiej ubieraja sie jak europejki i generalnie wyznaja dosc liberalne zasady. Coz moge powiedziec :) nic dziwnego, ze faceci staraja sie te kobity pozaslaniac.
Spanko w Hamie
Zegnaj Damaszku
Pisze rzadziej bo jestem w trasie po Syrii.
W srode rano napisalem i wyslalem pierwsza serie kartek pocztowych, po czym wsiadlem w serveezee i ruszylem do An-Nabk, miasteczka polozonego najblizej klasztoru Mar Musa.
Zlapalem sentyment jak cholera; nie przepadam za pozegnaniami.. Poranna atmosfera na Bab Toumie, koscielne kadzidla zapalone przy ulicznych, zakratowanych chrystusach i matkach boskich, to wszystko jakos mi przypomnialo Polske -- teskno mi do was ;"-)
Cale zycie to pasmo poznawania, przyzwyczajania sie i zegnania...
Mar Mousa to klasztor polozony na kompletnym pustkowiu posrod gor. Do klasztoru trzeba sie wspiac po 400 metrowych schodach pod gorke, na koncu ktorych przyjmuje Cie serdecznie ekipa zamieszkujaca to miejsce - troche mnichow i siostr i troche ludzi ktorzy spedzaja tam dluzszy lub krotszy czas. Kompletnie za darmo mozna dostac tam jedzenie i spanie; oczywiscie bedac zaproszonym do wspolnego przygotowywania posilkow, sprzatania etc; brania udzialu w zyciu tej specyficznej wspolnoty.
Wieczorem medytacja i msza w stylu pierwszych chrzescijan, nie jakas tam masowka jak w polsce; wszyscy siedza na dywanach w kole (jak w meczecie), jest miejsce na dyskusje, jesli jest ona potrzebna, naprawde dzielenie sie chlebem i winem (a mial byc dzien bez picia).
Mistyczne przezycia. Wdrapalem sie tez na szczyt gory z para ze Szwajcarii. Widoki fantastyczne, no i nie skrecilem kostki mimo sandalow :P
W srode rano napisalem i wyslalem pierwsza serie kartek pocztowych, po czym wsiadlem w serveezee i ruszylem do An-Nabk, miasteczka polozonego najblizej klasztoru Mar Musa.
Zlapalem sentyment jak cholera; nie przepadam za pozegnaniami.. Poranna atmosfera na Bab Toumie, koscielne kadzidla zapalone przy ulicznych, zakratowanych chrystusach i matkach boskich, to wszystko jakos mi przypomnialo Polske -- teskno mi do was ;"-)
Cale zycie to pasmo poznawania, przyzwyczajania sie i zegnania...
Mar Mousa to klasztor polozony na kompletnym pustkowiu posrod gor. Do klasztoru trzeba sie wspiac po 400 metrowych schodach pod gorke, na koncu ktorych przyjmuje Cie serdecznie ekipa zamieszkujaca to miejsce - troche mnichow i siostr i troche ludzi ktorzy spedzaja tam dluzszy lub krotszy czas. Kompletnie za darmo mozna dostac tam jedzenie i spanie; oczywiscie bedac zaproszonym do wspolnego przygotowywania posilkow, sprzatania etc; brania udzialu w zyciu tej specyficznej wspolnoty.
Wieczorem medytacja i msza w stylu pierwszych chrzescijan, nie jakas tam masowka jak w polsce; wszyscy siedza na dywanach w kole (jak w meczecie), jest miejsce na dyskusje, jesli jest ona potrzebna, naprawde dzielenie sie chlebem i winem (a mial byc dzien bez picia).
Mistyczne przezycia. Wdrapalem sie tez na szczyt gory z para ze Szwajcarii. Widoki fantastyczne, no i nie skrecilem kostki mimo sandalow :P
Monday, August 14, 2006
Cos dla anonymusiow
Opcja z przegranym zyciem uswiadomila mi, ze ten blog czytany jest nie tylko przez ludzi z kregu. Tak wiec specjalnie dla osob spoza:
Napoje bezalkoholowe (sic! poprawione) w Syrii: Polo
Skladniki:
Sok pomaranczowy (lemoniada)
Lod
Mieta swieza
Sposob przygotowania prostacki:
zapodajemy mikserem lod z lisciami miety.
Zrobiona w ten sposob mieszanke wrzucamy do soku pomaranczowego (lemoniady). Na upaly mistrz.
Polechtawszy anonymusiow tym oto pysznym przepisem mam pytanie -- czy ktos tlukl sie promem z turcji na Krym (ew. Ukraine?). Bardzo przydalby mi sie plan podrozy nie tak znowu drogi ale tez nie droga ladowa naokolo morza czarnego. Jaki przewoznik? Jaki prom? Ile kosztuje oraz czy rezerwacja jest konieczna? Ktos obeznany?
Napoje bezalkoholowe (sic! poprawione) w Syrii: Polo
Skladniki:
Sok pomaranczowy (lemoniada)
Lod
Mieta swieza
Sposob przygotowania prostacki:
zapodajemy mikserem lod z lisciami miety.
Zrobiona w ten sposob mieszanke wrzucamy do soku pomaranczowego (lemoniady). Na upaly mistrz.
Polechtawszy anonymusiow tym oto pysznym przepisem mam pytanie -- czy ktos tlukl sie promem z turcji na Krym (ew. Ukraine?). Bardzo przydalby mi sie plan podrozy nie tak znowu drogi ale tez nie droga ladowa naokolo morza czarnego. Jaki przewoznik? Jaki prom? Ile kosztuje oraz czy rezerwacja jest konieczna? Ktos obeznany?
Morze w blasku ksiezyca
No i sie wybralem z polakami z damaszku do Aleppo, na dwa dni, a pozniej do Lattakii nad morzem a potem zmarnowny busem nadrannym (5:30) do Damaszku.
Aleppo nie podeszlo mi zbyt bardzo -- to wlasciwie jeden wielki bazar. Zabudowa bardziej europejska, wrecz mozna by skojarzyc ja z wloska. Duzo jest biedakow, brudnych, biednych dzieci, warsztatow (szczegolnie wokol hotelu gdzie spalismy, nie mozna znalezc bulki na sniadanie ale mozna kupic opone kazdego kalibru).
Cytadela fantastyczna, stary bazar raczej bez rewelacji. Mistrzowska natomiast jest bazylika Szymona Slupnika do ktorej wybralismy sie rano dnia wczorajszego, na polnocy od Aleppo.

Nastepnie wesoly epizod zlapania tira na stopa (kierowca byl niesamowity! Kupil nam chrupki i batoniki, chcial nam na takse dawac zebysmy mogli dojechac na plaze w miescie, zapraszal do siebie na obiad. Co za gosc.) i kapiel w morzu o 16.
Potem oczywiscie impreza :P i kapiel w nocnej zatoce (spokojnie, tam jest plytko i pilnowalismy zeby sie nikt nie utopil). Przezycia super, powrot masakryczny (dogorywanie w busie).
Impra pewnie juz jedna z ostatnich, poniewaz na dniach biore plecak i jade zwiedzic Syrie, z planem zeby dostac sie stopem do Stanbulu i przebic sie promem na Ukraine. Jak wyjdzie, zobaczymy.
P.S. Dzis mnie moze kolezanki ostrzyga, jak sie skoluje nozyczki :P
Aleppo nie podeszlo mi zbyt bardzo -- to wlasciwie jeden wielki bazar. Zabudowa bardziej europejska, wrecz mozna by skojarzyc ja z wloska. Duzo jest biedakow, brudnych, biednych dzieci, warsztatow (szczegolnie wokol hotelu gdzie spalismy, nie mozna znalezc bulki na sniadanie ale mozna kupic opone kazdego kalibru).
Cytadela fantastyczna, stary bazar raczej bez rewelacji. Mistrzowska natomiast jest bazylika Szymona Slupnika do ktorej wybralismy sie rano dnia wczorajszego, na polnocy od Aleppo.

Nastepnie wesoly epizod zlapania tira na stopa (kierowca byl niesamowity! Kupil nam chrupki i batoniki, chcial nam na takse dawac zebysmy mogli dojechac na plaze w miescie, zapraszal do siebie na obiad. Co za gosc.) i kapiel w morzu o 16.
Potem oczywiscie impreza :P i kapiel w nocnej zatoce (spokojnie, tam jest plytko i pilnowalismy zeby sie nikt nie utopil). Przezycia super, powrot masakryczny (dogorywanie w busie).
Impra pewnie juz jedna z ostatnich, poniewaz na dniach biore plecak i jade zwiedzic Syrie, z planem zeby dostac sie stopem do Stanbulu i przebic sie promem na Ukraine. Jak wyjdzie, zobaczymy.
P.S. Dzis mnie moze kolezanki ostrzyga, jak sie skoluje nozyczki :P
Monday, August 07, 2006
Jordanskie wesele i planow pogrzeb
Mialo nie byc smecenia, ale ta notka nie bedzie tak wesola jak byc powinna.
Wycieczka do Jordanii udala sie. Kiedy jechalem do Petry spotkac sie z Gregiem i Dagmara zostalem zaproszony na jordanskie wesele na prowincji. Odjazd. Kozy poszly pod noz. Po bardziej uderzajacy opis zapraszam na: www.crullu.com .
Nastepnego dnia Petra i sprowadzenie polakow, potem kolejny dzien wesela no i wyjazd do Ammanu. Morze martwe i oaza w ktorej nie bylo wody (wypompowano do Ammanu 20 lat temu). To akurat byla kicha :P Powrot do Damaszku dzis, i od razu wodka z polakami (swietuja urodziny+imieniny).
Kicha natomiast z moimi (zyciowymi) planami, poniewaz nie dostalem sie na filozofie.
1186 osob walczylo o 90 miejsc, prog wyniosl 343 pkt, a ja z moimi marnymi 304 zajalem miejsce 359, tym samym przekreslajac moje szanse na jakiekolwiek wbicie sie, nawet po odsianiu osob zdajacych tam awaryjnie.
No i plany szlag trafil. Od pszyszlego roku zdaje sie obowiazkowo polski, wiec lol. Zreszta to i tak za pozno. Za stary sie robie na zaczynanie wszystkiego od poczatku, zreszta nie chce juz zostawac w tym glupim kraju, ktory nie daje mi szans na rozwoj przekreslajac starych maturzystow gruba kreska. Wielka szkoda, bo chcialem robic kariere naukowa, zrobic jakis doktorat, ale bez odskoczni w postaci innych studiow po prostu nie dam rady. Teraz chce skonczyc to cholerstwo, czeka ciezki, zmudny rok, a potem wyjechac gdzies stad ('..chociaz to nie jest zle miejsce'...?), najlepiej do innego kraju lub przynajmniej do innego miasta, podrozowac nie wiadomo gdzie. Racje maja Adam i Pawel, mowiac ze przegralismy nasze zycia, i ze nic juz nie mozna z tym zrobic. Chyba jedynie odkupic ten blad wieczna pielgrzymka do nikad.
Wycieczka do Jordanii udala sie. Kiedy jechalem do Petry spotkac sie z Gregiem i Dagmara zostalem zaproszony na jordanskie wesele na prowincji. Odjazd. Kozy poszly pod noz. Po bardziej uderzajacy opis zapraszam na: www.crullu.com .
Nastepnego dnia Petra i sprowadzenie polakow, potem kolejny dzien wesela no i wyjazd do Ammanu. Morze martwe i oaza w ktorej nie bylo wody (wypompowano do Ammanu 20 lat temu). To akurat byla kicha :P Powrot do Damaszku dzis, i od razu wodka z polakami (swietuja urodziny+imieniny).
Kicha natomiast z moimi (zyciowymi) planami, poniewaz nie dostalem sie na filozofie.
1186 osob walczylo o 90 miejsc, prog wyniosl 343 pkt, a ja z moimi marnymi 304 zajalem miejsce 359, tym samym przekreslajac moje szanse na jakiekolwiek wbicie sie, nawet po odsianiu osob zdajacych tam awaryjnie.
No i plany szlag trafil. Od pszyszlego roku zdaje sie obowiazkowo polski, wiec lol. Zreszta to i tak za pozno. Za stary sie robie na zaczynanie wszystkiego od poczatku, zreszta nie chce juz zostawac w tym glupim kraju, ktory nie daje mi szans na rozwoj przekreslajac starych maturzystow gruba kreska. Wielka szkoda, bo chcialem robic kariere naukowa, zrobic jakis doktorat, ale bez odskoczni w postaci innych studiow po prostu nie dam rady. Teraz chce skonczyc to cholerstwo, czeka ciezki, zmudny rok, a potem wyjechac gdzies stad ('..chociaz to nie jest zle miejsce'...?), najlepiej do innego kraju lub przynajmniej do innego miasta, podrozowac nie wiadomo gdzie. Racje maja Adam i Pawel, mowiac ze przegralismy nasze zycia, i ze nic juz nie mozna z tym zrobic. Chyba jedynie odkupic ten blad wieczna pielgrzymka do nikad.
Wednesday, August 02, 2006
Jordania - moze tym razem :D
Jestem spakowany, o 15 autobus do Ammanu. Inshallah uda sie wbic do niego i pojechac. mam nadzieje ze nie ma problemow z biletami :E. Musze sie dostac na jutro rano do Petry, na poludnie, tam gdzie krecili Indiana Jones'a i swietego graala :D
Trzymac kciuki....
Trzymac kciuki....
Subscribe to:
Posts (Atom)
