Juz Jordan mial byc moj
a tu taki wielki
pech
Wczoraj o 5:30 pobudka, pakowanie, pelen stan gotowosci do wyjazdu, a tu Grzesiek ma bolacy brzuch, goraczke, rzyga i bog wie co jeszcze.
No wiec zostalismy, ja natomiast uznalem za stosowne wybranie sie do lekarza z tymi kostkami, bo w sumie zmiany na lepsze sa prawie niezauwazalne.
Ten trzepnal mi antybiotyk i kazal ostro odpoczywac. wiec syf. Tamci pozbierali sie jakos i pojechali do Jordanii nad morze, zwiedzanie zostawiajac na powrotna droge, wiec inshallah uda mi sie do nich tam dojechac i pozwiedzac razem....
:(
Monday, July 31, 2006
Subscribe to:
Post Comments (Atom)

2 comments:
Zazdroszczę wyprawy. Mam nadzieję, że robisz zdjęcia :)
ps. Biedny jesteś z tym chorowaniem. Wracaj do zdrowia!
A moze daloby tak rade je (zdjecia) zeskanowac i publikowac w czasie rzeczywistym?
Post a Comment